piątek, 9 lipca 2010

Tu bym mógł być proboszczem...

B: Wczorajszy dzień (jak zwykle upalny!) upłynął nam pod znakiem Watykanu. Osobom wybierającym się do tego kraju zalecamy wyjście bardzo wcześnie rano, w celu uniknięcia niebotycznych kolejek takich jak na przykład ta (wyjątkowo krótka!):



Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Muzeów Watykańskich, których rozmach i zakres tematyczny można porównać tylko z największymi na świecie - Luwrem i British Museum. Trzeba przyznać, że papieże bardzo sprytnie przemyśleli strukturę muzeum i pomieścili wszystko, oczywiście nie zawsze z premedytacją, w wielu sąsiadujących salach i przejściach. Przemierzanie labiryntu rozpoczyna się od wyboru dobrego przewodnika (książka i audio), które towarzyszyły nam przez resztę dnia. Pierwsze duże muzeum - Pinoteka (od włoskiej nazwy oznaczającej malunki na drewnie), to głównie kolekcja unikatowych malunków na drewnie oraz wczesnych kolekcji watykańskich zgromadzonych głównie przez papieża Piusa XI. Niestety słabe oświetlenie wyeliminowało większość kompozycji, więc zamieszczam tylko kilka:





Oczywiście głównym celem (przynajmniej dla nas) tej wędrówki było dojście do Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie jak wszyscy wiedzą odbywa się conclave (dosłownie: pod kluczem), ale o tym za chwilę...

Po wizycie w Pinacotece nastąpił odwrót na drugie skrzydło i tutaj mogliśmy podziwiać głównie rzeźby muskularnych panów, których co bardziej zagorzali papieże pozbawili pewnych szczegółów anatomicznych. Na wyjątkową uwagę zasługuje nietypowa kolekcja marmurowych zwierząt, które w dramatycznych, zastygłych pozach odzwierciedlają z fotograficzną precyzją sytuacje rodem z National Geographic. Papież, który zasłużył się dla budowy muzeum figur zwierzęcych musiał poświęcić na ten cel jedną z wewnętrznych watykańskich kaplic - oczywiście wszyscy byli oburzeni, ale sam zainteresowany zdziwiony - cóż, widać od przybytku głowa nie boli !



W dalszej sali, a właściwie na wielkim wewnętrznym dziedzińcu spotkać można rzeźby znane z podręczników, np. grupa Laokoona. Na żywo robi wielkie wrażenie.



Następnie gabinet z popiersiami cesarzy rzymskich i rzeźbami wielkich greckich i rzymskich wojowników



, a dalej muzeum egipskie. Tu ciekawostka - widzieliśmy bardzo dobrze zakonserwowana mumie kobiety datująca się na ponad 2000 lat i z zachowanymi w świetnym stanie paznokciami i włosami. Nie jest już może pięknością, ale zobaczyć warto:



Ciekawostką była też sala Sobieskiego, która zawiera ogromny obraz Jana Matejki Sobieski pod Wiedniem. Historia sali jest o tyle niezwykła, że malarz zgodził się podarować ten obraz ludowi pod warunkiem, że obejrzy go ówczesny papież. Skoro jednak papieżowi obraz się niezwykle spodobał, to postanowił go zachować dla siebie i tak ufundowano salę Sobieskiego:



Dalsze komnaty do zwiedzania to pokoje Rafaela Santi, gdzie tworzył on swoje słynne freski, m.in. Szkołę ateńską. Przestudiowanie wszystkich jest wręcz niemożliwe, lecz po ogólnym obejrzeniu nasuwa się pewna konkluzja: wielu papieży w średniowieczu i nawet poźniej było po prostu megalomanami. Kazali malować freski upamiętniające znane z różnych źródeł kultury sceny, ale tak, aby podkreślały one ich cnoty i wielkość. Później w takich salach przyjmowani byli na bankiety goście i interesanci oraz róźne delegacje..








No i na koniec tego telegraficznego skrótu warto wspomnieć o przepięknej Kaplicy Sykstyńskiej. Przepiękne freski Michała Anioła prezentowane w delikatnym półmroku, notoryczne pokrzykiwanie ochrony, aby nie robić zdjęć oraz preciągłe "silenzio!" to najbardziej charakterystyczne wrażenia podczas wizyty. Właściwie cała kaplica jest jednym wielkim dziełem sztuki. Doprawdy tylko tradycyja usprawiedliwia, że odbywają się tam konklawe, ponieważ dym ze świeczek uszkadza bezcenne freski...
Najlepszą metodą ich oglądania jest po prostu usiąść gdzieś pod ścianą i metodycznie z wykorzystaniem przewodnika przeanalizowanie wszystkich scen. Mówiąc krótko - kto nie był niech żałuje i przyjeżdża !






Siedem godzin zwiedzania Muzeów Watykańskich trochę nas zmasakrowało, więc po wyjściu marzyliśmy już tylko o dobrej pizzy i oto ona !



Później skuszeni brakiem kolejki poszliśmy jeszcze do bazyliki Św. Piotra. Niestety żadne zdjęcia nie są w stanie oddać majestatu tego miejsca. Można jedynie żałować, że tak trudno jest zostać proboszczem tak ciekawej parafii :P
Ale na pocieszenie kila zdjęć.












2 komentarze:

  1. Rzym to piękne, zabytkowe i ciekawe miasto. Korzystajcie całą gębą, bo w myśl zasady - tego co macie na papierze / raczej na fotkach i w umyśle / to Wam nikt nie odbierze.
    Szkoda tylko, że cienko z kasą jak Wam starcza tylko na pizze, czy tam już nic więcej nie jedzą!!!
    chachacha!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie głównie to jedzą tu pizze oraz różnego rodzaju spagetti :P A przynajmniej jak nie chce sie niebotycznej sumy w restauracji zapłacić. My nie narzekamy! I staramy sę korzystać z Rzymu jak się da - od ciągłego chodzenia bolą nogi i mam już dwa odciski!

    OdpowiedzUsuń