piątek, 9 lipca 2010

Włoska niespodzianka

M: Każdy dzien nalezy zacząć od pysznego śniadanka na balkonie.



Na jedzenie nie ma co narzekać - śniadania mamy dobre a i sami dbamy bardzo o swoją dietę :D Tak pięknie rozpoczęty dzień warto przeznaczyć na wcześniej zaplanowana wycieczkę. No więc pakujemy się i ruszamy przed siebie po to tylko, aby przy wejściu do metra natknąć się na kraty. Metro zamknięte. Hmm... ale może to tylko nasza stacja. No to warto dojśc na pieszo do następnej stacji. Idziemy wzdłuż murów Watykanu, w upale po to, aby dowiedzieć się, że następne metro... również nieczynne. Metro zepsute? Alarm bombowy? Nie, to Włosi postanowili strajkować! Nieczynne metro do godziny 17.00 oraz wszelkie autobusy i inne środki komunikacji miejskiej są ograniczone do minimum. Stwierdziliśmy więc, że upał nam nie straszny, droga też nie i na pieszo dojdziemy do centrum Rzymu. No to zaczynamy wyczieczkę!
Dzisiaj trochę tropami ksiązki "Anioły i demony", która czytaliśmy. Zaczynamy od Zamku św. Anioła. Połączony jest on z Watykanem murem, po którym można przejść w jedną i drugą stronę.





Oprócz tego podobno istnieją korytarze podziemne łączące ten zamek z Bazyliką Świętego Piotra, żeby papież miał gdzie zwiać szybko w razie problemów. Na samym szczycie zamku znajduje się anioł, który w książce wskazywał miejsce spotkań dawnej sekty.



Tutaj warto wspomnieć, że odpuściliśmy sobie wchodzenie na Bazylikę Św. Piotra. Jest to bowiem bardzo kosztowna wycieczka, pokonanie każdego z 550 schodów jest najwyraźniej niezwykle cenne, a z zamku św. Anioła roztacza się podobno o wiele piękniejszy widok, obejmujący również cały Watykan.












Następnie krętymi rzymskimi uliczkami, zaglądając po drodze do pięknych kościołów dotarliśmy na Campio de'Flori.



Warto może zacytować tu wiersz Miłosza, a dokładnie pierwszą jego zwrotkę, doskonale oddającą klimat placu:
"W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini. (...)"
Na placu po raz kolejny oddaliśmy sie uczcie włoskiej, dziś zaliczając kolejną pizzę oraz connellioni z szpinakiem i serem i bardzo dobre włoskie wino.






Po obiedzie czas na dalszą wędrówkę. Ja dzielnie wyznaczałam trasę, Bartek pomagał, gdy nagle okazywało się, że jesteśmy zagubieni w nieznanej uliczce. Błądząc pięknymi ulicami zobaczyliśmy takie miejsca jak: Chiesa Nuova, Piazza Farnese, kościół Sant Andrea della Valle, Lango di Torne Argentina, kościół santa Maria sopra Minerva.



W końcu doszliśmy do Panteonu. Jest on najlepiej zachowanym zabytkiem starożytnym, jednak jego świetność nie przetrwała nawet w jednej dziesiątej. Podobno zerwany ze świątyni brąz posłużył m.in. do odlania 80 wielkich armat. Tutaj niestety trzeba wspomnieć, że do upadku wielu rzymskich starożytnych zabytków najwięcej przyłożyli sie kolejni papieże, zwłaszcza z okresów średniowiecza i renesansu. Wywozili oni wszystkie piękniejsze pomniki oraz robili sobie z tych zabytków "kopalnie" cennych kruszców i kamieni. Poniżej grób Rafaela Santi oraz kopuła:






Dalej Fontanna Di Trevi. Fontanna jest przepiękna i ogromna, ale największy wrażenie robi to ile osób dookoła niej siedzi. Na placu nie ma sie gdzie ruszyć. Za namową Bartka, udaliśmy się do lodziarni, gdzie kupilśmy rewelacyjne lody (swoją drogą poznajemy wiele nowych, ciekawych smaków, takich jak figowy, melonowy czy nutellowy).







Następnie udało nam sie trafić na defiladę wojsk włoskich przed Pałacem Kwirynalskim.



Dalej droga zawiodła nas do Kościoła św. Andrzeja na Kwirynale, Fontanny Mojżesza, Kościoła św. Marii od aniołów, Term Dioklecjana i Placu Republiki. Bartek próbował mnie namówić na jeszcze kilka zabytków, ale moje nogi nie dawały rady. 12km - taki oszacowany spacerek zrobiliśmy w upale 40 stopniowym po Rzymie. Masssakra. Były momenty, że Bartek nie dawał rady i trzeba go było wesprzeć silnym ramieniem, ale pociągnęłam, gdy było trzeba ;) A teraz idzimy spać, żeby miec siły na jutrzejsze boje. Pozdrawiamy!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz